Serwis www.niedziela.be używa plików Cookies. Korzystając z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na ich użycie. Aby poznać rodzaje plików cookie, cel ich użycia oraz sposób ich wyłączenia przeczytaj Politykę prywatności

Headlines:
Belgia: Najwięcej osób zwolniono z pracy w Brukseli
Wzrost liczby eutanazji w Belgii
Polska: Będą zmiany na lekcjach WF-u. To pomysł na odchudzanie uczniów
Belgijskie organizacje: „Nie kupuj produktów niepotrzebnie pakowanych w plastik”
Belgia: W Belgii więcej „młodych ubogich” niż w Polsce
Niemiecka armia próbuje zwiększyć liczbę rekrutów
Belgia, biznes: Sprzedaż online? Aż tyle firm to robi
Belgia: Pogoda na weekend (1, 2, 3 marca)
Lew Nestor zostanie przeniesiony z Antwerpii do zoo w Bellewaerde
Polska: Wybory samorządowe 2024. Mieszkasz bez meldunku. Jak zagłosować w takiej sytuacji?
Redakcja

Redakcja

Website URL:

Polska: Będą zmiany na lekcjach WF-u. To pomysł na odchudzanie uczniów

Sławomir Nitras, minister sportu, przedstawił pomysł na poprawę sprawności i kondycji wśród młodych ludzi. Zaczyna od szkoły.

Co do zajęć wychowania fizycznego, to zasady są jasne. Obowiązkowy wymiar zajęć wychowania fizycznego wynosi 4 godziny lekcyjne w tygodniu dla uczniów klas IV–VIII szkoły podstawowej oraz 3 godziny lekcyjnie w tygodniu dla uczniów klas I–III szkoły podstawowej i szkół ponadpodstawowych – przypomina Ośrodek Rozwoju Edukacji.

Nasze otyłe dzieci

Od lat jednak kolejni ministrowie zdrowia czy sportu biją na alarm i powtarzają, że za mało uczniów uczestniczy w lekcjach WF-u. Zajęcia nie są dla nich atrakcyjne i młodzi ludzie wymyślają różne sposoby, żeby ich unikać. Stąd np. wprowadzenie zasady, że nie można przedstawić długotrwałego zwolnienia lekarskiego z WF-u bez wyraźnej przyczyny.

To jednak za mało, bo raporty dotyczące choćby otyłości wśród dzieci są bardzo niepokojące.

Nadwaga i otyłość u dzieci dotyczy aż 22 proc. uczniów w Polsce w wieku wczesnoszkolnym – wyliczają autorzy akcji „Odchudzajmy dzieci” i dodają, że W ciągu ostatnich 20 lat liczba dzieci dotkniętych otyłością lub nadwagą wzrosła trzykrotnie.

Test co roku

O zdrowie i kondycję uczniów chce teraz zadbać kolejny minister sportu Sławomir Nitras.

„Wspólnym priorytetem Ministerstwa Sportu i Turystyki i Ministerstwa Edukacji Narodowej jest badanie sprawności dzieci i młodzieży oraz identyfikacja talentów sportowych” – napisał w serwisie X.

Chodzi o to, że w szkołach nauczyciele mają obowiązkowo co roku przeprowadzać wśród uczniów testy sprawnościowe.

Link: TUTAJ

Same testy rozwiążą problem? Na pewno nie i nie jest to pomysł nowy. Jeżeli ktoś chodził do szkoły np. 30 lat temu, to pamięta tego typu sprawdziany na sali gimnastycznej.

W ubiegłym roku do podobnego rozwiązania wrócił rząd PiS. Wprowadził zasadę, że wszystkich uczniów od IV klasy aż do końca edukacji czekają obowiązkowe testy sprawnościowe na lekcjach WF-u. Szkoły mają także zbierać informacje o wadze i wzroście uczniów. 

Wszystkie dane mają trafić do ewidencji ogólnopolskiego programu „Sportowe talenty”. Dalej informacje mają być udostępniane klubom i związkom sportowym.

29.02.2024 Niedziela.BE // źródło: News4Media // fot. iStock, Odchudzajmy dzieci

(sl)

Polska: Szatnie pod okiem kamer? Sprawdź, co wolno szkole

W szkolnych szatniach od czasu do czasu dochodzi do kradzieży lub uszkodzeń wyposażenia. Czy wandali można odstraszać kamerami?

Monitoring w szkołach jest oczywiście dopuszczalny, ale można go zainstalować tylko pod pewnymi warunkami.

To nie może być samowolka

Przepisy pozwalają dyrektorowi, po uzyskaniu zgody organu prowadzącego oraz po konsultacji z radą pedagogiczną, radą rodziców i samorządem uczniowskim, wprowadzić środki techniczne umożliwiające rejestrację obrazu. Celem jest rzecz jasna zapewnienia bezpieczeństwa uczniom i pracownikom oraz ochrony mienia.

Zgodnie z Prawem oświatowym – podaje Portaloswiatowy.pl – monitoring może obejmować wyłącznie środki techniczne umożliwiające rejestrację obrazu, nie zaś urządzenia rejestrujące dźwięk.

Co ważne, monitoring nie powinien stanowić środka nadzoru nad jakością wykonywania pracy przez pracowników szkoły lub placówki.

Kamer nie wolno montować, gdzie popadnie

Nie do każdego pomieszczenia mogą trafić kamery. Monitoring nie może obejmować pomieszczeń, w których odbywają się:

zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze,
służących do odpoczynku pracowników,
w których uczniom udzielana jest pomoc psychologiczno-pedagogiczna,
sanitarnohigienicznych,
gabinetu profilaktyki zdrowotnej,
szatni i przebieralni.

Furtka w przepisach 

Tyle w teorii. Prawo daje bowiem pewną furtkę. I dopuszcza montaż kamer w tych pomieszczeniach, jeśli jest to niezbędne ze względu na zagrożenie. Brak kamer spowoduje, że szkołą nie będzie mogła zapewnić bezpieczeństwa uczniom i pracownikom szkoły oraz chronić mienia.

Kamery można zamontować pod warunkiem, że nie naruszy to godności oraz innych dóbr osobistych uczniów, pracowników, zwłaszcza gdy zostaną zastosowane techniki uniemożliwiające rozpoznanie przebywających w tych pomieszczeniach osób.

29.02.2024 Niedziela.BE // źródło: News4Media // fot. Canva

(sl)

(sl)

Polska: Bociany są jeszcze w ciepłych krajach. Na razie nie mają zamiaru wracać

Powinny być już w drodze, żeby zdążyć na czas. Okazuje się jednak, że bociany nadal są w Afryce. Oznacza to, że w tym roku do Polski przylecą później.

Są tacy, którzy twierdzą, że widzieli już lecące bociany, ale tego typu informacji jest mało. Bo prawda jest taka, że na niebie jeszcze nie możemy zobaczyć ptaków, które są pewnym symbolem Polski. Bo nadal zimują w Afryce.

Nie zdążą na połowę marca

– To zaskakująca sytuacja, bo spodziewaliśmy się czegoś innego. Tego mianowicie, że bociany będą już w trasie i znajdują się obecnie, powiedzmy, w Egipcie czy na Bliskim Wschodzie. Tymczasem one nawet nie ruszyły się z Afryki – powiedziała Interii Joachim Siekiera z Grupy Silesiana, która zakłada ptakom nadajniki. 

Przyrodnicy podkreślają, że powinny być już w drodze, żeby w połowie marca – jak mają to w zwyczaju – wylądować w Polsce.

W tym roku będą później

Bociany do Polski lecą jakieś 40 dni. Ale po drodze mogą robić postoje w Turcji czy na Bałkanach i podróż może się wydłużyć. 

– Nie twierdzę, że bociany nie zdążą do połowy marca, ale żeby się tak stało, musiałyby teraz ruszyć i lecieć bardzo szybko. W przeciwnym razie główną falę zobaczymy najwcześniej na koniec marca – przewiduje prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Na razie jednak ok. 200 ptaków ze Śląska Opolskiego, Ziemi Lubuskiej i zachodniej części Polski jeszcze nie wyruszyły chociaż rok temu zaczęły podróż już 27 lutego.

Najpierw pojawią się zwiadowcy

Bociany, które jednak ktoś zobaczy na niebie, są zwiadowcami. Przylatują pierwsze, sprawdzając warunki na miejscu. Nie przekazują – bo nie mają, jak tego zrobić – informacji kuzynom w Afryce. Te decydują się na powrót do Polski w momencie, gdy zauważą, że dzień staje się krótszy. 

„Dla ptaków wyłapywalne są bowiem nawet różnice idące w kilka minut. I to jest powód, dla którego prawdopodobnie bociany ruszają w podróż powrotną do Polski, a nie zima czy jej brak w kraju, o której ptaki nie mają pojęcia” – wyjaśnia Interia.

29.02.2024 Niedziela.BE // źródło: News4Media // fot. iStock

(sl)

Polska: Ten pomysł rozgrzał internet. Samochodem po mieście tylko 30 km/h

Posłanka Lewicy przedstawiła swoją propozycję zwiększenie bezpieczeństwa na drogach. Mówi o zdjęciach z fotoradarów i ograniczeniu prędkości.

– Dlaczego nie 20 czy 15 km/h? – takie pytania padają ze strony internautów. To rekcja na pomysł posłanki Lewicy Paulina Matysiak, wiceprzewodniczącej sejmowej Komisji Infrastruktury.

Wtedy jest za późno na przemyślenia

Polityczka uważa, że jeżeli chcemy zmniejszyć liczbę wypadków, zadbać o bezpieczeństwo na drogach, to musimy wprowadzić kilka znaczących zmian w przepisach.

– Na co dzień część kierowców jeździ sobie bardzo szybko i nic się nie dzieje. Do czasu. Gdy się zadzieje, to jest za późno na przemyślenia. Jest dramat innych ludzi, a czasem rodzin tych „szybkich i bezpiecznych” kierowców. Czasu się nigdy nie da cofnąć – mówi w wywiadzie dla serwisu Brd24.pl.

I dodaje, że trzeba w Polsce poprawić skuteczność egzekwowania tych kar. Trzeba „lepiej ścigać kierowców, którzy drwią z prawa i zagrażają innym”.

Mandat dla właściciela

Posłance chodzi np. o tych, których namierzył fotoradar, a oni i tak nie mają zamiaru zapłacić mandatu. Właściciel samochodu otrzymuje pismo. Ma w nim wskazać, kto prowadził pojazd. Jest jednak sposób na wymiganie się, ale nie będziemy go promować.

– Proponuję, żeby mandat z fotoradaru nakładać na właściciela pojazdu. Jeśli oczywiście prawnicy uznają, że w naszym systemie prawnym jest to możliwe. Oczywiście stracimy wówczas możliwość nakładania punktów karnych, ale kara stanie się nieuchronna. A pieniądze, które udałoby się dzięki temu za te mandaty ściągać, można by przeznaczać na poprawę bezpieczeństwa drogowego – uważa parlamentarzystka.

Po mieście tylko powoli

To nie koniec jej pomysłów. Matysiak zgadza się z propozycjami i europejskimi trendami znacznego ograniczania prędkości w miastach.

– Myślę, że powoli będziemy zmierzać w tę stronę. To wynika z danych dotyczących zderzeń z niechronionymi uczestnikami ruchu drogowego, z których największym natężeniem mamy do czynienia właśnie w miastach. Przy 30 km/h przeżywalność wypadków to aż 80 proc. Przy 50 km/h – to 50 proc. – argumentuje.

Zmian może w najbliższym czasie być więcej

Parlament Europejski – przypomnijmy – chce, aby w każdym kraju członkowskim czasowo odbierać prawo jazdy kierowcy, który w obszarze zabudowanym przekroczy prędkość o co najmniej 30 km/h.

W Polsce jest podobny przepis, ale obowiązuje poza obszarem zabudowanym. Poza tym chodzi o przekroczenie prędkości o 50 km/h.

29.02.2024 Niedziela.BE // źródło: News4Media // fot. iStock

(sl)

Subscribe to this RSS feed